KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Dwaj pancerni i Murzyn

czyli Wojcieszów i okolice

True story by Agata & Adam

 

Wstęp

Ostatni treningowy wyjazd reprezentacji Sekcji przed zawodami o Złoty Karabinek do Wojcieszowa rozochocił nasze potrzeby opuszczenia wielkomiejskich granic. W środę na wieczornym towarzyskim spotkaniu został rzucony temat wyjazdu "gdziekolwiek poza Wrocław" a uszczegółowienie wykazało na znane nam Wojcieszowskie podwórko. Postanowiliśmy też rozszerzyć obszar działań w stronę Miedzianki. Szybko też znaleźli się chętni - Adam jako posiadacz i kierowca pojazdu "pancernego", Agata w roli Gustlika i Murzyn w roli... współtowarzysza niedoli. Gwoli wyjaśnienia - Murzyn czyli nasz sympatyczny kolega Szymon - sam kazał się tak nazywać :)

 

Dzień zerowy (27.04.2013)

Z powodu intensywnych opadów deszczu wyjazd przeniesiony na dzień pierwszy.

 

Dzień pierwszy (28.04.2013)

Falstart dnia poprzedniego postanowiliśmy odrobić stosunkowo wczesnym wyjazdem. Niestety, tradycyjnie na planach się zakończyło, więc ostatecznie stolicę Dolnego Śląska opuściliśmy po godzinie 10. Późnemu wyjazdowi sprzyjała także pogoda, która od samego początku nie była nam przychylna – wiosenny (nie)ciepły deszcz nie odstępował nas na krok.

Droga ku dziurom minęła sprawnie i wiodła wprost do Nowych Rochowic do Jaskini Imieninowej. Pierwsze zadanie zostało postawione Murzynowi – miał rozłożyć plandekę która umożliwiła spokojne zjedzenie drugiego śniadania i założenie sprzętu jaskiniowego. Najedzeni, pełni energii oraz wyposażeni w uwaga – sprzęt do kartowania – udaliśmy się w stronę otworu.

Odwiedziny tej jaskini postanowiliśmy połączyć z nauką poprzez przeprowadzenie kartowania „w przód” głównego ciągu jaskini oraz trzech ciągów bocznych. Mimo początkowych trudności z ogarnięciem obsługi dwóch urządzeń – dalmierza laserowego Disto A6 oraz CaveSnipera, walcząc z przemokniętym notatnikiem i tępym ołówkiem, cel został osiągnięty.

Zespół w składzie: Adam – starszy mierniczy, Agata – młodsza rysunkowa i Murzyn – starszy murzyn wieszający sznurek, który umożliwił pozostałej dwójce poruszanie się po jaskini, osiągnął dno w okolicach godziny 17stej. Została tylko godzina do godziny alarmowej, więc Murzyn opuścił ekipę mierniczą celem poinformowania rescue-teamu o naszej obsuwie, natomiast pozostała dwójka kończyła pomiary w ciągach bocznych. W jaskini udało się „zamknąć pętlę” pomiarową, dzięki czemu możliwe będzie sprawdzenie poprawności kartowania. Cel ten wymagał jednak wiele poświęcenia ze strony Agaty która „szczelnie” wypełniła jeden z korytarzy :) niemniej wrodzone samozaparcie pozwoliło na w miarę szybką ewakuację z ciasnego przełazu.

W jaskini dał się nam we znaki również św. Maurycy który znowu zrobił nam wrednego psikusa podczas reporęczu – tym razem zaklinowała się lina w V-kształtnej szczelnie. Wymagało to ponownego zaporęczowania fragmentu pochylni i wyjęcia liny. Maurycy widocznie nieźle się przy tym ubawił gdyż postanowił powtórzyć nam tego psikusa – po wyjściu pochylni i ściągnięciu punktu, lina wymsknęła się z rąk i operację wyciągania trzeba było zacząć od nowa. Nieco wkurzeni lecz podniesieni na duchu pierwszym kartograficznym sukcesem udaliśmy się do wyjścia. Tutaj jednak Maurycy znowu czuwał i pokierował Agatę lewą stroną pochylni. Droga niby wygodna ale kończyła się trawersem który trzeba było pokonać nieco trudną zapieraczką. Agata która po raz pierwszy pokonywała tego typu trudności poradziła sobie zaskakująco dobrze i po chwili byliśmy już na powierzchni. Szybkie przebranie, przepak i dalsza droga w stronę Wojcieszowa.

Na noc zadomowiliśmy się w kamieniołomie Gruszka w Wojcieszowie. Wyznając zasadę: „nie ma namiotu, nie ma kłopotu” postanowiliśmy na zaadoptowanie turystycznej wiaty na cele mieszkaniowe. Program „Grotołaz na swoim” został niestety zakończony fiaskiem z powodu zimna – tylko Murzyn zdecydował się na spanie z muflonami :)

 

Dzień drugi (29.04.2013)

Wstaliśmy późno – okazało się że nikt nie nastawił budzika, a pochmurna pogoda sugerowała wcześniejszą porę dnia. Szybkie, dwugodzinne śniadanko i można zacząć zabawę z linami. 

Postanowiliśmy cały dzień przeznaczyć na doskonalenie technik linowych z naciskiem na szlifowanie umiejętności poręczowania. Zaczęło się falstartem – Murzyn wjechał na drogę obitą kotwami fi 10, do których nie mieliśmy plakietek. Dopiero drugie podejście zaowocowało założeniem pięknej drogi z kilkoma przepinkami.

Kolejne godziny mijały aż nadszedł czas obiadu. Po obiedzie z racji panującej niemocy, zdecydowaliśmy się ściągnąć liny i rozpocząć operację ognisko. Kiełbaski wyszły znakomite i w dobrych humorach udaliśmy się na nocleg – Murzyn po raz kolejny integrował się z muflonami przyzwyczajając jednocześnie swój organizm do „jaskiniowych” temperatur :)

 

Dzień trzeci (30.04.2013)

Zaczęliśmy sucharem dnia: Co powstanie ze skrzyżowania Murzyna z muflonem? Włochaty Murzyn.

Następnie padł dialog dnia:

  • /Agata/ Ej, Szymon, czy wiesz że ta menażka jest pusta?
  • /Szymon/ No tak, bo to jest przykrywka.

Humor wszystkim udzielał się od świtu – znaczy od dziewiątej :) Śniadanko, przepak i wyjazd w kierunku Miedzianki. Tutaj Murzyn mógł się pochwalić swoimi harcerskimi umiejętnościami nawigacyjnymi – widok gościa z kompasem w ręce i mapą na kolanach towarzyszył nam przez całą podróż. Oczywiście nic nie szło zgodnie z planem – chcieliśmy podjechać do pewnej sztolni z przełomu XIX i XX wieku, niemniej nasza droga odpłynęła z deszczem i zatrzymaliśmy się przed sporych wymiarów wyrwą zbyt ryzykowną do ominięcia.

Konieczne było zatem nadłożenie drogi i podjechanie z drugiej strony – tym razem napotkaliśmy strumień, który mimo wszystko udało się bez trudności przebrodzić.

Dalsza akcja przebiegała według sprawdzonego schematu – szybkie namierzenie otworu, rekonesans sprzętowy i uderzenie. Sztolnia okazała się być bardzo krótka, na końcu znajdowała się ładna komora wydobywcza i chodnik z przodkiem oraz pozostałości torowiska kolejki górniczej. Udaną akcję zwieńczył opad deszczu który przekonał nas do obrania kierunku – Na Wrocław! Po dłuższej chwili brudni lecz bardzo szczęśliwi znaleźliśmy się w cywilizowanym świecie.

 

Podsumowanie

Pojechali, zobaczyli, wrócili:

  • Agata
  • Adam
  • Murzyn (Szymon)

 

Zobacz galerię zdjęć z wyjazdu: 2013 - Wojcieszów - Dwaj pancerni i Murzyn




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.