KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Autor: Agata Pęciak

25 maja 2013 roku w kamieniołomie Gruszka w Wojcieszowie odbyły się XIX Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych „Złoty Karabinek”. Idąc za przykładem naszego reprezentanta z zeszłorocznej edycji – Andrzeja Żaka, w tym roku startowało nas znacznie więcej.

Jako reprezentanci Sekcji Wspinaczki Linowej w zawodach uczestniczyli:

    1. Piosek Magdalena
    2. Pęciak Agata
    3. Kamiński Michał
    4. Malinowski Jacek
    5. Mazur Andrzej
    6. Mielnik Piotr
    7. Wawrzyniak Szymon
    8. Żak Andrzej

Nie zabrakło oczywiście grona kibiców na czele z opiekunem sekcji dr inż. Kazimierzem Buchmanem oraz najlepiej dopingującymi Aleksandrą Szczęsną i Magdą Sikorą, które przygotowały liczne transparenty z zagrzewającymi do rywalizacji hasłami. Do zgranej ekipy dołączyli: Adam Pyka, Agata Kulawczyk, Ariel Wcisło, Paweł Ruda oraz kilka znajomych spoza sekcji.

Na miejsce zawodów dojechaliśmy praktycznie na ósmą rano, aby mieć pewność, że nie spóźnimy się na zapisy. Przed startem okazało się, że same zawody będą wyglądały zupełnie inaczej niż w zeszłym roku. Nie będzie eliminacji ani różnych tras dla kobiet i mężczyzn. Każdy w drodze losowania został podzielony do jednej z trzech grup startujących zamiennie na każdej ze specjalnie przygotowanych tras:

  1. Sprint (60 m po linie zawieszonej na metalowej konstrukcji).
  2. Przepinki na ścianie kamieniołomu wraz z tyrolką, zakończone zaciskiem.
  3. Przepinki (vałki) w szczelinie oraz poręczowanie.

Trafiłam do trzeciej grupy. Pomyślałam sobie, że to słabo, poręczowanie nigdy nie było moją specjalnością, dostałam więc najtrudniejsze na początek. Dodatkowym utrudnieniem był zakaz obecności zawodników na tracie podczas startów przeciwników. Nie można było podpatrywać konkurencji i uczyć się na ich błędach. W czasie zeszłorocznych 18 Speleomistrzostw poręczować musieli  tylko mężczyźni, więc nie poświęciłam temu więcej uwagi podczas treningów. Obawiałam się swojego braku doświadczenia. Na zajęciach skupiałam się raczej na sprincie będącym rok temu głównym elementem eliminacji, natomiast dziś nie odgrywał on większej roli w klasyfikacji generalnej.

Przed zawodami sędziowie zebrali wszystkich zawodnikach w celu wytłumaczenia zasad i omówienia wszystkich tras. Momentami tłumaczenia były dość chaotycznie i wzbudzały wątpliwości dotyczące sposobu pokonywania niektórych punktów trasy. Nie tytko ja odniosłam takie wrażenie, inni zawodnicy też mieli dużo pytań, ale nie wszystkie nasze wątpliwości zostały rozwiane.

Pierwsi zawodnicy ruszyli. Z każdą minutą pokonywali kolejne metry liny, a emocje rosły. Mogłam śledzić poczynania kolegów na sprincie, gdzie dość szybko następowały zmiany. Podobnie wyglądała sytuacja na drugiej trasie, kolejni uczestnicy ruszali, gdy poprzednia osoba zjeżdżała z tyrolki w kierunku zacisku, za którym znajdowała się meta. Akurat tym drugim nie zazdrościłam. Zanim zawodnik zbliżył się do zacisku organizatorzy wlewali do niego dwa wiadra zimnej wody. Po przekroczeniu mety byli mokrzy i ubłoceni. Niska temperatura i pochmurne niebo tylko potęgowały efekt zimna. Mimo wszystko musieli być gotowi, by kontynuować zawody.

Oczywiście nie mogłam obserwować zawodników startujących na trzeciej trasie. Dopiero po dłuższym czasie dotarła do mnie wiadomość o tym, że pierwsza osoba ją ukończyła. Grupa startująca na sprincie w całości zakończyła swoją konkurencję, a na poręczowanie ruszyła dopiero druga lub trzecia osoba. Nerwy rosły. Kiedy osoba, po której miałam startować udała się na trasę, zdenerwowanie zdążyło już zmienić się w zniecierpliwienie. Nie wiem która była godzina i nie chciałam się tego dowiedzieć. W końcu zapytałam kogoś z organizatorów, kiedy będzie moja kolej, a on kazał mi dalej czekać.

Nareszcie przyszła moja kolej. Ruszyłam w kierunku 3 trasy. Na miejscu zorientowałam się, że zamiast osoby posiadającej poprzedzający mnie numer startowy, ktoś inny wisi na przepinkach w kilkumetrowej szczelinie. Gdybym wiedziała, że nie została zachowana kolejność startów nie denerwowałabym się tak długim oczekiwaniem na moją kolej. Sędzia zaczął tłumaczyć mi drogę. Wypowiadał tylko krótkie komunikaty, coś w stylu: „tu startujesz”, „wpinasz się”, „masz się dostać tam” i „biegiem do lin”, „worujesz”, „wchodzisz i od punktu poręczujesz”, „zjeżdżasz i wracasz”, „wyjmujesz liny i rozwiązujesz węzły”. Musiałam się dopytać o poszczególne punkty do zaporęczowania, bo z daleka ani ich nie widziałam, ani nie wiedziałam ile ich dokładnie jest. Stanęłam na linii startu i nareszcie wystartowałam. Stwierdziłam, że w każdym miejscu będę zakręcać wszystkie karabinki, wpinać się lonżą w punkty, wykonywać wszystko tak, aby uniknąć karnych punktów. Pierwsze przepinki pokonałam sprawnie. Jednak tuż przed szeroką, ale płytką vałką z węzłem zawiązanym na linie zaczęłam się niepotrzebnie motać, zaplątałam się przyrządami, nie wiedząc co robić. Nie mogłam skupić się na pokonywaniu przepinek, bo wciąż myślałam o czekającym mnie poręczowaniu. Na szczęście szybko wrócił mi rozum do głowy. Uspokoiłam się nieco i zostawiając zapas energii na dalszą część trasy, ruszyłam dalej. Bez problemów doszłam do ostatniej przepinki i żwawo wyszłam ze szczeliny. Zapytałam się, czy mam się gdzieś wpiąć? Czy mogę się wypiąć z liny zaraz nad przepaścią? Kazano mi wypiąć przyrządy i biec. Rzuciłem szybkie spojrzenie na moje najbliższe otoczenie. W sumie, to nie było nawet gdzie się wpiąć. Szybko wypięłam przyrządy zaciskowe i puściłem się biegiem. Noga zaplątała mi się linę, potknęłam się i padłam jak długa tuż kilka centymetrów koło przepaści. Wyplątałam stopę, zerwałam się i popędziłam dalej, wyścig wciąż trwał. Byłam przestraszona, dopiero co prawie wpadłam do szczeliny, nie będąc w żaden sposób zabezpieczona. Biegłam do wora z liną, ale tuż przed nim zatrzymał mnie sędzia i oznajmił mi, że jednak nie będę poręczować, bo kobiety mają skróconą trasę. Nie wiedziałam o co mu chodzi, niespełna 10 minut temu tłumaczył mi zupełnie coś innego. Faktycznie w trakcie mojego przejścia intensywnie z kimś rozmawiał. Zrozumiałam wtedy tylko, że się nie wyrobią, jeśli nie przyśpieszą tej trasy. Jednak takie rozwiązanie wydało mi się bardzo nie na miejscu, ponieważ nie byłam o tym poinformowana. Wiedząc wcześniej, inaczej rozłożyłabym siły. Nie rozpraszałyby mnie również myśli o poręczowaniu. Sędziowie stwierdzili też, że dla kolejnych zawodników zmodyfikują wyjście ze szczeliny tak, żeby mieli się jeszcze gdzie wpiąć, aby nie powtórzyła się sytuacja ze mną, bo ktoś mógłby spaść.

Po powrocie na dół stwierdziłam, że zrobię szybko sprint i będę miała z głowy kolejny etap. Wcześniej nastawiałam się, że od czasu na sprincie będzie zależeć, to czy dostanę się do finału. Teraz nie miałam już tyle automotywacji, ale doping kolegów i koleżanek z sekcji bardzo mnie zmobilizował. Także w miarę szybko przebyłam 60 m.

Spodziewałam się, że znów będę długo czekała na ostatni już start. Zdjęłam uprząż i założyłam na siebie coś ciepłego. Zrobiłam sobie przerwę obiadową. Dzięki towarzystwu członków i sympatyków sekcji oraz pana dr Kazimierza Buchmana szybko wrócił mi dobry humor.

W końcu doczekałam się drugiej trasy. Energicznie pokonałam przepinki, weszłam na trawers, ale przy końcu zaczęłam tracić siłę w rękach. Udało się. Jeszcze tylko prawidłowo wykonany zjazd przez węzeł i już jestem na dole. Usłyszałam głosy znajomych niosące się z tłumu gapiów. Chcieli żebym przepięła rolkę na lonże, aby było łatwiej w zacisku. Tak też zrobiłam. Korzystam z rad, które otrzymałam od sekcjowiczów, przed startem śmiało pokonuję wąskie przejście wypełnione błotem, myśląc o tym, że zapomniałam schować włosów i trę nimi właśnie o kamienie. Dwa metry biegu i mijając linię mety zakończyłam swój udział w zawodach.

Po zawodach stwierdziłam, że pomimo wielu perypetii i tak dopisało mi szczęście. Ostatni zawodnicy na trzeciej trasie pokonywali ją po zmroku w świetle czołówek. Ponadto większość zawodników była zdyskwalifikowana za przekroczenie czasu na trzeciej trasie. Na pokonanie przepinek w szczelinie mieliśmy limit 12 minut, z kolei całkowity czas mężczyzn na tej trasie nie mógł przekroczyć 30 minut, a musimy pamiętać o konieczności zaporęczowania i zdeporęczowania trawersu.

W ostatecznym rozrachunku udało mi się zdobyć klika siniaków i zadrapań oraz zajęć 5 miejsce na 10 startujących kobiet. Również Andrzej Żak poprawił swój zeszłoroczny wynik i uplasował się na 5 miejscu.  Niestety reszta naszej ekipy pomimo wielu zmagań przekroczyła czas na jednym z etapów i została zdyskwalifikowana. Łącznie w konkurencji kobiet i mężczyzn z pośród 29 zawodników zaledwie 12 udało się dotrzeć to mety i nie zostać zdyskwalifikowanym.

Jak na osobę, która pierwszy raz startowała na tego typu zawodach jestem zadowolona z osiągniętego przeze mnie wyniku. W końcu przygodę z linami zaczęłam niecałe półtora roku temu. Wróciłam do Wrocławia bogatsza o nowe doświadczenia, a także o wygrany plecak i śpiwór.

Dziękuje wszystkim, którzy mi w tym pomogli, a jest Was sporo. W przyszłym roku idąc w ślady naszego sekcyjnego kolegi chciałabym poprawić swój wynik.

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z wyjazdu: 2013 - 19 Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych - Wojcieszów




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.