KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Speleoforum - Czechy

Autor: Szymon Wawrzyniak (Murzyn)

W dniach 25-27 kwietnia czteroosobowa delegacja Klubu Speleologicznego Politechniki Wrocławskiej w składzie: dr inż. Kazimierz Buchman, mgr inż. Adam Pyka, Wojciech Lasota oraz Szymon Wawrzyniak uczestniczyła w czeskim Speleoforum. Impreza odbywała się w miejscowości Sloup, a organizowana była przez Česká speleologická společnost.

 

 

W programie znalazły się pokazy zdjęć i filmów z dokonań czeskich grotołazów, prelekcje tematyczne oraz zajęcia terenowe. Czesi zaprezentowali szerokie spektrum działalności, wykłady dotyczyły zagadnień kartowania, geologii, oraz paleontologii. Zaprezentowali filmy i zdjęcia z własnych wypraw eksploracyjnych do jaskiń w różnych zakątkach świata. Na szczególną uwagę zasługuje pokaz filmów wykonanych w technice 3D, które oglądaliśmy wyposażeni w okulary stereoskopowe. Świetna technika filmowania w połączeniu z ciekawą tematyką zapewniały widowisko, które było nam dane zobaczyć po raz pierwszy. Myślę, że nie będzie przesadą, jeżeli stwierdzę, że Czesi wkroczyli już w nową erę filmów jaskiniowych. Nam pozostaje tylko szybko ich dogonić. Drugiego dnia, po części wykładowej miała miejsce gala wręczenia nagród za największe osiągnięcia eksploracyjne na terenie Czech i poza nim. Następnie już w dużo bardziej kameralnej atmosferze rozpoczęła się impreza na Sali bankietowej. Czas umilał zespół jazzowy, nie zabrakło także par tańczących na parkiecie. Atmosfera sprzyjała nawiązywaniu kontaktów, co też chętnie wykorzystaliśmy. Udało się nam wymienić informacjami na temat ciekawych obiektów w Polsce, eksplorowanych także przez Czechów i zaplanować wspólne akcje.

 

 

Ostatniego dnia od rana wyruszyliśmy w teren. Mieliśmy na ten dzień zaplanowaną jaskinię Piková dáma. Nasz przewodnik już od początku nie pozwolił nam się nudzić opowiadając, jak pewna grotołazka spadła studnią wejściową łamiąc obie nogi. Warto tutaj zaznaczyć odmienność czeskiego podejścia do zabezpieczania jaskiń. Większość jest wyposażona w betonowe włazy przypominające studnie i zamknięta na kłódki. W środku natomiast, gdzie tylko się da Czesi montują drabiny, co znacząco redukuje konieczność posługiwania się techniką SRT, do której jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Chciałbym przy tym zauważyć, że wyjście trzydziestometrowej studni po nieubezpieczonej w żaden sposób wąskiej, zabłoconej drabince wcale nie jest mniej emocjonujące, niż pokonanie podobnego odcinka po linie. Niechęć Czechów do poręczowania jaskiń w naszym stylu dała nam się we znaki kilkukrotnie. Najpierw okazało się, że lina która powinna była wisieć na skraju sporej szczeliny, zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Poskutkowało to tym, że zamiast zjechać na dół i pokonać szczelinę jej dnem, musieliśmy trawersować po prawie pionowej ścianie, na wysokości kilkunastu metrów. Niby nic nadzwyczajnego, warto jednak uwzględnić fakt, że do jaskini wybraliśmy się bez sprzętu. Trawers na rękach na tej wysokości zdecydowanie należy do tych bardziej emocjonujących. Nasze zdziwienie pogłębiło się jeszcze, gdy dochodząc do końca trawersu przekonaliśmy się, że ostatni punkt stanowi… zaparty o ścianę grotołaz. Cała jaskinia jest bardzo ciekawa i z pewnością na długo zostanie w naszej pamięci, jednak na wyróżnienie zasługuje tutaj przede wszystkim jeden moment. Miejsce o wdzięcznej nazwie Kyvadlo zostało naszym faworytem podczas tego wyjazdu. Nazwa dość wiernie oddaje jego charakter, jest to bowiem przymocowana do sufitu lina z zawiązaną na dole pętlą, zawieszona nad kilkumetrowej szerokości jeziorkiem. Stając na brzegu w pętli trzeba dobujać się do niewielkiego okienka znajdującego się w ścianie po przeciwległej stronie. Nasze ciche nadzieje na czyjąś kąpiel nie sprawdziły się i suchą nogą mogliśmy udać się do wyjścia jaskini, oczywiście po kilkudziesięciu-metrowych drabinkach.

 

 

Powrót do Polski połączyliśmy z planowaniem wypraw i dyskusją nad doświadczeniami z minionego weekendu. Z pewnością był to czas dostarczający dużą dawkę nowej wiedzy i doświadczeń jaskiniowych. Czechom trzeba przyznać, że organizowana przez nich impreza stoi na bardzo wysokim poziomie i jest wydarzeniem zdecydowanie wartym uwagi. Mamy nadzieję na realizacje poczynionych planów i kontynuację nawiązanych znajomości zarówno nad, jak i pod ziemią. Z pewnością nie był to nasz ostatni wyjazd za południową granicę.

 

 

 

 

 

 




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.