KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Wyjazd w Alpy Delfinatu

autor - Andrzej Żak

Niecały rok temu pojawił się pomysł zorganizowania wyjazdowego obozu alpejskiego. Celem miało być szkolenie koleżeńskie, pokonanie możliwie wielu metrów po skale i śniegu, a także – pokazanie Klubowiczom, że dalsze wyjazdy mogą być ekonomiczne i „dla ludzi”.

Naszym celem stała się dolina Ailefroide w Alpach Delfinatu. Pierwotny plan zakładał także odwiedzenie rejonu La Berarde i wspinaczkę na Aiguille Dibona. Odstąpiliśmy jednak od niego z powodu czasochłonnych przejazdów samochodem wkoło masywu.

Po dojeździe (nie bez przygód) na miejsce postanowiliśmy nieco odświeżyć się na znakomitym kempingu, zajmującym dużą część doliny. Już następnego dnia bardziej zmotywowani zawodnicy, czyli nasi wspinacze- Magda, Paweł, Michał i Jacek postanowili przebiegać metry w skale, gdy pozostali wybrali się na kondycyjno-wypoczynkową wycieczkę do schroniska Glacier Blanc. By nie tracić czasu – na dzień kolejny ogłoszono wymarsz na lodowiec Glacier Blanc. Obładowani sprzętem wspinaczkowym i biwakowym, na miejsce dotarliśmy popołudniu. Wieczór minął na kopaniu platform i aklimatyzacji.

Następny dzień przyniósł leniwą pobudkę i zdecydowanie zbyt późny wymarsz w kierunku Roche Faurio (3730 m n.p.m.). Wycieczka miała być wstępem do wyjścia na czterotysięczniki Barre des Ecrins (4102 m n.p.m.) i Dome des Neige (4015 m n.p.m.) w dniu kolejnym. Wszyscy zameldowali się na śnieżnej części wierzchołka, ambitniejsi zawodnicy(czyli Wspaniała Czwórka) wspinali także szczytowy fragment grani. Część składu ciężko odczuła trudy zdobywania wysokości i brnięcia przez miękki śnieg, przez co postanowiła odstąpić od dalszych, ambitniejszych planów. Czas miał pokazać, że nie pozostali sami w swoim wyborze.

9 sierpnia, godzina 2:00. Plan jest prosty – szybkie śniadanie i wczesne wyjście, zanim na lodowiec podejściowy wybierze się gromada Francuzów z pobliskiego schroniska. Niestety, całą noc kropi. W kontekście stosunkowo wysokich temperatur i piętrzących się powyżej seraków nie wygląda to idealnie. Nie daję jednak poznać po sobie wątpliwości i proszę, by ktoś wyjrzał przed namiot. Padło na Murzyna, od godziny niecierpliwie oczekującego na budzik sygnalizujący pobudkę i szybki wymarsz. Widoczność – jeden metr. Niech będzie – przesuwamy pobudkę o nieprzekraczalny czas jednej godziny. Jeszcze nie wiemy, że w ciągu kwadransa niewielki kapuśniaczek przerodzi się w solidną burzę z wichurą, piorunami i gradem. Nie wygląda to za wesoło, mokry namiot klei i nie wybacza pomysłu spania w 3 osoby w ciasnej „dwójce”. Pioruny uderzają blisko, czuć drżenie lodu. Cóż, chyba nie wyjdziemy dziś do góry.

Z każdą godziną okazuje się, że w namiocie jest coraz mniej miejsca. Problem sprawia rozpięcie wejścia. Rano okaże się, że puściły dwa czekany kotwiące podłogę i namiot położył się na stronie wejściowej – dobrze, że wytrzymał w jednym kawałku. Pomimo beznadziejnej sytuacji, próba wydostania się z namiotu dostarczyła nam, a także pozostałym osobom dużo radości. Szczególnie zapadającym w pamięć był śmiech Pawła na widok naszego namiotu, kiedy litościwie wyjrzał ze swojego słysząc ciche wołanie o pomoc Murzyna.

Cóż nam zostało – szybkie śniadanie, zbieranie mokrego ekwipunku skostniałymi rękami, ubrać ostatnie suche rzeczy i w drogę na dół. Niżej pogoda była łaskawsza i pozwoliła dosuszyć ekwipunek i klubowiczów. Tym razem zrezygnowaliśmy z płatnego campingu i na czas nocy rozbijaliśmy namioty w rejonie okolicznego parku krajobrazowego. Był to zdecydowanie dobry wybór.

Następne dni upłynęły aktywnie – część ekipy (Magda, Paweł, Michał, Jacek, Żaku, Murzyn) przebiegała kolejne metry w skale, a pozostali (Andrzej, Ariel, Ala, Marcin, Livia, Jagoda) wybrali się na okoliczną via ferratę, która budziła mieszane uczucia. Niedosyt z Glacier Blanc spowodował, że zaczęliśmy oglądać się za innym, ciekawym celem. Padło na Pelvoux (3946 m n.p.m.), jednak prognozy wskazywały na maksymalnie jeden dzień dobrej pogody. Zrodził się ambitny plan – szybki marsz z poziomu doliny na szczyt i z powrotem, bez zbędnego obciążenia i noclegu. Wyjście o 2:00 poskutkowało przerwaniem śniadania mieszkańcom Refuge du Pelvoux. Metry deniwelacji mijały bardzo sprawnie aż do Kuluaru Coolidge’a.

Podczas jego pokonywania jeden z członków zespołu mocno zachorował i został sprowadzony przez całą jego wysokość. Utrata wysokości nieco poprawiła jego stan i cała trójka(Murzyn, Żaku i Jacek) została powitana w Schronisku Refuge du Pelvoux przez oczekujących kolegów i koleżanki. W tym czasie Ala wspólnie z Michałem i Pawłem dzielnie mierzyła się z szóstkowym wielowyciągiem.

W taki sposób zbliżył się koniec wyjazdu – 13 sierpnia część składu pojechała nad morze, kolejna – do kraju, a najtwardsi zawodnicy – pozostali przewspinać jeszcze jedną drogę.

W tym miejscu pragnę wszystkim uczestnikom podziękować za fenomenalną atmosferę i rewelacyjnie udany wyjazd. Była to dla mnie prawdziwa przyjemność!

Wykaz pokonanych dróg wielowyciągowych:

6.08.2014 - Orage d'étoiles, 300m, 6a, Paweł Ruda, Magda Piosek, 6h, OS 1xA0,

6.08.2014 - Orage d'étoiles, 300m, 6a, Michał Kamiński, Jacek Malinowski, 7h, OS 1xAF,

10.08.2014 - Rivere Kwai, 500m, 6a, Paweł Ruda, Michał Kamiński, Magda Piosek, 8h, OS,

10.08.2014 - Palavar les Flots, 400m, 5c, Jacek Malinowski, Szymon Wawrzyniak, Andrzej Żak, 5h, OS,

12.08.2014 - Caramba, mais c'est du, 150m, 6a, Paweł Ruda, Michał Kamiński, Alicja Marzec, 3h, OS,

14.08.2014 - Ma, Qué! Seulement du 5!, 150m, 5c, Michał Kamiński, Magda Piosek, 4,5h, OS.

 




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.