KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

2014 - Meduza, wyprawa do Czarnogóry

autor: Szymon Wawrzyniak

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć: 2014 - Meduza

Jest 18 sierpnia, godzina 24.00. Nasza czwórka wyjeżdża z Wrocławia kierując się w stronę Słowacji. Czternastu naszych towarzyszy wyruszyło kilka godzin wcześniej, mamy się spotkać na miejscu ich noclegu. Droga niczym nie zaskakuje i około godziny 6.00 docieramy w Góry Kremnickie. Według Słowaków znajduje się tam geograficzny środek Europy i z tej okazji została wybudowana ta niecodzienna kapliczka . Odnajdujemy resztę naszej ekipy i wyciągamy wszystkich, choć nie bez trudności, z namiotów. Niezbyt spieszne śniadanie i ruszamy dalej, przed nami jeszcze 900 km drogi. Dzień spędzamy w samochodach, a to wcale nie koniec naszej podróży. Okazało się, że nasz pożyczony, wyprawowy busik nie rozwija prędkości naddźwiękowych i dotarcie na miejsce zajmie nam jeszcze trochę czasu. Do tego Budapeszt zamienił się w jeden wielki plac budowy akurat na czas naszego przejazdu. W końcu docieramy do Serbii i znajdujemy miejsce na nocleg nad malowniczo położonym strumykiem.

Następnego dnia droga nie przebiega już tak bezproblemowo. Na początku silnik naszego wspaniałego speleobusa osiągnął temperaturę zdecydowanie przekraczającą normę. Do akcji wkroczył zespół naprawczy i błyskawicznie zamontował w chłodnicy tryb TURBO. Chwilę później współpracy odmówiło CB Radio. Na szczęście na wyposażeniu busa znajdował się zarówno sprzęt elektroniczny, jak i elektronik. Wpisująca się w klimat tego dnia przebita opona w innym samochodzie nie była już niczym zaskakującym. Szybka wymiana i dumni z siebie jedziemy do Bijelo Polije, gdzie mamy spotkać się z Czechami, będącymi głównymi organizatorami wyprawy. Uzupełniamy zapasy w lokalnym sklepie i ruszamy w miejsce, które na kilka dni ma się stać naszym domem. Po drodze odwiedzamy ostatni ślad cywilizacji, mały przydrożny bar. Okazało się, że nie sprzedają tam nic poza piwem, jednak ten fakt nikogo specjalnie nie zmartwił. Od tej pory musieliśmy pożegnać się z drogą w naszym rozumieniu i ruszyć przez Czarnogórskie wzgórza, co stanowiło nie lada sprawdzian dla samochodów i ich kierowców. Docieramy do celu, na pole gospodarza, który umożliwił nam rozbicie bazy na swoim terenie. Krótka, intensywna ulewa zaskakuje nas akurat w momencie, gdy rozbijamy namioty. Mokrzy ale szczęśliwi, że na dzisiaj to już koniec, zasiadamy do posiłku. W tym momencie przychodzi kierownik wyprawy z informacją, że za 2 godziny trzeba wysłać małą ekipę na rekonesans do jaskini. Szybkie przygotowania i ruszamy w składzie 3 Czechów i dwóch Polaków. Droga do otworu wiedzie korytem wyschniętej rzeki. Krajobraz trochę przypomina las tropikalny, szczególnie ze względu na niesamowitą ilość małych, denerwujących owadów. W końcu docieramy pod otwór. Mamy dojść głównym ciągiem jak najdalej damy radę, po drodze poprawiając oporęczowanie jaskini. Szybko zagłębiamy się w ciemności i rozpoczynamy marsz w kierunku trzech, ułożonych jeden za drugim, syfonów, które są głównym celem wyprawy. Następnego dnia ekipa transportowa ma dostarczyć tam 15 worków sprzętu dla nurków, którzy przeprowadzą eksplorację dalszych, niepoznanych jeszcze partii jaskini. Maszerujemy bez sprzętu SRT, po drodze pokonując kilkumetrowej wysokości prożki i podziemne jeziorka. Według planu mieliśmy do pokonania 5 km, więc mocno zaskakuje mnie, gdy po trzech godzinach napotykamy syfon. Czesi, którzy znali już teren, byli nie mniej zaskoczeni. Okazało się, że za względu na wyjątkowo deszczowe lato, jaskinia została częściowo zalana. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko ogłosić odwrót i udać się z powrotem do bazy. Nie ma z kim podzielić się naszymi odkryciami, ponieważ wszyscy już śpią, więc i my udajemy się do namiotów.

Rano informujemy kierownika wyprawy o naszych obserwacjach. Powstają różne koncepcje, by wodę wybrać, przelewarować, wypić, jednak ostatecznie podjęta zostaje decyzja o zaniechaniu prób nurkowania przez syfony. Zamiast transportu sprzętu dla nurków mamy się teraz zająć skartowaniem jaskini i zbadaniem bocznych ciągów, w tzw. „Labirynice”. Jeszcze tego dnia dzielimy się na kilkuosobowe, polsko-czeskie grupy i ruszamy, każdy w swoje partie. Przemierzając obszerne korytarze jaskini, podziwiamy jej szatę naciekową, której nie dorównuje żadna z widzianych przeze mnie wcześniej jaskiń. Piękne jeziorka, olbrzymie stalagmity w „Termitniaku”, wodospady naciekowe, wszystko to razem tworzy wspaniały i niepowtarzalny krajobraz. Po wyjściu z jaskini zostawiamy sprzęt pod otworem i wracamy na bazę.

Kolejny dzień, kolejne wyjście do jaskini. Dwie ekipy mają zająć się kartowaniem dalszych części głównego ciągu, my zaś zamierzamy zagłębić się labirynty „Labiryntu”. Znajdujemy ślady po serbskiej eksploracji sprzed wojny, w postaci znaków na ścianach wypalonych karbidówką i pozostawionych starych lin. Nazwa „Labirynt” jest bardzo trafnie dobrana, jaskinia przedstawia w tym miejscu niemałe trudności orientacyjne. Korytarze łączą się ze sobą, często po kilka w jednej sali, tworząc dość skomplikowaną sieć. Tworzymy wstępny plan i wychodzimy z jaskini. W bazie czeka nas miła niespodzianka. Zaprzyjaźnieni z Czechami Serbowie przyjechali do nas w odwiedziny, przywożąc ze sobą pieczonego barana. Dopełnienie uczty stanowiło zimne, czeskie piwo, nalewane z dystrybutora zasilanego agregatem benzynowym. W tym miejscu trzeba zauważyć, jak czeskie podejście do zaopatrzenia wyprawy różni się od naszych konserw. Idziemy spać, aby wypocząć przed kolejnym, ostatnim już wyjściem do jaskini.

Tego dnia, standardowo już, dwa zespoły udają się na kartowanie, nasza trójka natomiast ma za zadanie przewspinać niezbadany dotąd komin. W tym celu wchodzimy na duży naciekowy wodospad, po którym przechodzimy w miejsce, gdzie mamy rozpocząć wspinaczkę. Asekurowany przeze mnie Andrzej techniką hakową pnie się do góry. Trwa to dłuższą chwilę, w końcu jednak dochodzi do miejsca, skąd stwierdza że komin kończy się ślepo. Nasz wspinacz spocony, my za to zmarznięci zwijamy sprzęt i wracamy. Po drodze czeka nas jeszcze jeden kominek, który tym razem Paweł wspina klasycznie. Tym razem też, niestety, nic szczególnego na nas u góry nie czeka. Zmierzamy do otworu, kończąc swoją przygodę z jaskinią. W czasie gdy my walczyliśmy z kominami, nasi fotografowie, Jagoda i Michał, razem ze Zdenkiem wykonywali zdjęcia w najpiękniejszych partiach jaskini. Spotykamy się z nimi w początkowym korytarzu i wspólnie wychodzimy. W bazie czeka nas tradycyjna, pożegnalna impreza.

Rano zwijamy namioty i pakujemy sprzęt do samochodów. Żegnamy się z Czechami, którzy jeszcze parę dni zamierzają pozostać na miejscu. Zanim wrócimy do Polski mamy zamiar zobaczyć kawałek Czarnogóry. Zwiedzamy monastyr św. Mikołaja z XIII wieku, po czym udajemy się na nocleg. Kolejnego dnia, upragniona przez wszystkich wycieczka nad morze. Piękny Adriatyk okazuje się jednak bardzo zdradliwy, w jego słonych wodach skrywają się małe, złośliwe jeżowce, których obecność kilku z nas boleśnie odczuło. Morze okazało się też zachłanne, pożerając kamerę GoPro, która wpadła do wody, podczas gdy wspinająca się część naszej ekipy uprawiała deep water solo. Pomimo zorganizowanej akcji ratunkowej, z wykorzystaniem pożyczonych masek i płetw, nie udało się już odnaleźć zguby. Jedziemy dalej, zatrzymując się na nocleg w pięknym, mrocznym zagajniku.

Wstajemy rano, aby udać się do położonej w pobliżu „Błękitnej Groty”. Na brzegu, po długich negocjacjach udaje nam się wynająć łódź, którą docieramy do jaskini. Następnie jedziemy do Kotoru, żeby pozwiedzać to zabytkowe, portowe miasto. Gdy mamy już dość spacerowania między średniowiecznymi budowlami, udajemy się na poszukiwanie noclegu, po drodze wjeżdżając jeszcze do położonego na skale monastyru Ostrog. Zatrzymujemy się przy niewielkim domku otoczonym lasem. Jest już ciemno, ale gospodarze witają nas i zapraszają do siebie, zanim zdążyliśmy powiedzieć o co nam chodzi. Dogadaliśmy się, oczywiście po wypiciu tradycyjnej rakiji, że możemy rozbić namioty na ich podwórku.

Kolejnego dnia kierujemy się już do Serbii, po drodze zwiedzając jeszcze kanion rzeki Tara, jeden z najgłębszych na świecie. Nie mogąc znaleźć lepszego miejsca na nocleg, śpimy na przydrożnej polance. Rozdzielamy się i część z nas postanawia jeszcze pozwiedzać, druga zaś część w trybie ekspresowym udaje się do Polski. Wyprawa dobiegła końca. Spędziliśmy pełen wrażeń czas, gromadząc nowe, nie tylko podziemne doświadczenia. Chociaż główny cel, nurkowanie za trzeci syfon, nie został zrealizowany, to i tak wszyscy uznajemy wyjazd za wyjątkowo udany. Udało się skartować ponad 3 kilometry korytarzy i stworzyć dokładniejszy plan jaskini. Chciałbym w tym miejscu jeszcze podziękować naszym czeskim towarzyszom, w szczególności kierownikowi, Zděnkowi Motyčce, za zaproszenie nas do udziału w wyprawie. Do zobaczenia!

 

Skład polskiej części wyprawy:

Pyka Adam - kierownik wyprawy (polska część), Furgał Daniel (SGW), Grzęda Jakub, Kamiński Michał, Kulawczyk Agata, Malinowski Jacek, Mazur Andrzej, Mielnik Piotr, Noculak Agnieszka, Pęciak Agata, Piosek Magdalena, Ruda Paweł, Siwek Jagoda, Wawrzyniak Szymon, Wcisło Ariel, Żak Andrzej - wszyscy Klub Speleologiczny Politechniki Wrocławskiej

Skład czeskiej części wyprawy:

Zdeněk Motyčka (kierownik wyprawy), Petr Celý, David Čápek, Jiří Čermák, Luboš Glier, Tomáš Havelka, Vít Kaman, Marika Kučerová, Štěpán Mátl, Vojtěch Pazderka, Jan Sirotek, Zuzana Túčková, Zdenek Večeřa - wszyscy Česká Speleologická Společnost

Zapraszamy do obejrzenia pełnej galerii: 2014 - Meduza




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.