KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

XXI Mistrzostwa Polski w technikach jaskiniowych w oczach

sekcji

Autor: Piotr Mielnik

Sobota 30 maja zaczyna się o 6 rano od zebrania plecaka i wyjścia w kierunku miejsca zbiórki, po drodze szybkie zakupy i przemyślenia czy na pewno zdążymy. Jak się okazuje nie musiałem się śpieszyć, bo kierowca pojechał jeszcze po paliwo, stąd miałem czas wygrzać się w przyjemnym porannym słoneczku.
Po zapakowaniu ruszamy na miejsce, od początku zastanawiając się czy zdążymy na miejsce przed 9:30. Jednak droga mija szybko a dodatkowo na miejscu okazuje się, że wyprzedziliśmy większość naszej ekipy. Było nas w tym roku sporo, pomimo iż pogoda nie dopisywała. Sekcyjna reprezentacja stawiła się na odprawie zawodników w osobach Andrzeja Żaka, Jakuba Grzędy, Szymona Wawrzyniaka, Mateusza Jankowskiego, Agaty Pęciak i autora. Oczywiście razem z nami była spora ekipa kibiców i fotografów, nie zabrakło również Kazia. Prowadzący ekipę spiker prezentował poszczególnych sędziów a oni opisywali czekające na nas trasy.


W tym roku mieliśmy trzy trasy – poręczowanie, ratownictwo i zacisk. Oczywiście by nie było nudno organizatorzy postarali się o różnego rodzaju urozmaicenia.
I tak- zacisk trzeba było pokonać z worem, a następnie udać się na linię kierunkową. Zadanie niby banalne, ale pierwszy startujący zawodnik przekroczył limit czasu i został zdyskwalifikowany. Spędzamy więc sporo czasu na wymyśleniu patentu na trasę, i podpatrywaniu innych zawodników. Jako pierwszy z naszych startuje tradycyjnie już Żaku. Pokonanie trasy nie sprawia mu problemów i kończy w dobrym czasie., weryfikując co nieco z naszych przewidywań. Przychodzi kolej na mnie, biorę wór w dłonie i na hasło skacze do zacisku. Idzie gładko aż puszczona na lonży rolka zostaje za zakrętem, który ja już pokonałem. Szybki powrót, odblokowanie i na tyrolkę. Podejście znacznie ułatwia kostkowiec i technika naprzemienna, na górze parę chwil mocowania się z rolką i bloczkiem, po czym zjazd i sprint do mety. Jest nieźle, dużo powyżej oczekiwań. Reszta sekcji również nie daje sobie w kasze dmuchać i pokonuje zacisk tak jak by go nie było. Tyrolka sprawia już więcej problemów, ale głośny doping i zachęty kierują wszystkich prędziutko do mety.


Oczekując na kolejną konkurencje oglądam jak radzą sobie pozostali, gawędzę z ekipą. Wspólnie
śmiejemy się z Jakuba, który dał się ratować zawodnikowi, który miał nienajlepszą technikę.


Ratownictwo idzie nam naprawdę dobrze, wyniki plasują nas w czołówce tej trasy. Parę patentów
podpatrzonych od EMCE, parę własnych, dużo ćwiczeń i mamy czasy sporo poniżej dwóch minut.
Najtrudniejszą trasą okazuje się jak zawsze poręczowanie. Zawodnicy są dyskwalifikowani jeden za
drugim, niestety także i nasi. Po drodze mamy do pokonania całkiem przyjemne wahadło i parę
przepinek, co przy limicie czasowym nie zostawia miejsca na błędy. Mój start przebiega tak sobie
ale cudem mieszczę się w limicie(ponoć sędzia już miał iść przekazać smutną wiadomość o końcu starań). Ostatecznie z całej ekipy do finału przechodzi trzy zawodniczki i dziewięciu zawodników, w tym ja i Żaku. Poręczowanie okazało się istnym pogromem ale to nic w porównaniu z biegiem finałowym.

Standardem w finale był sprint na setkę, jednak w tym roku organizatorzy trasy przeszli samych siebie. Najpierw zebrali wszystkich finalistów i kazali nam ściągać cały szpej. W oczach niektórych widać było przerażenie. Zostają uprzęże, lonże i małpy, do kompletu z dwudziestoma metrami liny do przejścia. Jaskiniowe techniki awaryjne to coś pan Doktor pokazywał na WF-ie i od czasu do czasu ćwiczyliśmy lecz nie na takim dystansie. Krótka narada, ustalenie z sędziami co można a czego nie można i przychodzi kolej na mnie. Próbuje footlockiem, bo kiedyś sprawdzałem i było nieźle. W Wojcieszowie nie było jednak dobrze, było gdzieś na krawędzi rozwalenia butów i przetarcia łydki ma pół. Ale udało się, ponownie w nie najgorszym czasie. Cała reszta idzie klasycznie i w zasadzie do końca walczy.


Z lekką niecierpliwością oczekujemy ostatecznego ogłoszenia wyników. Jak na razie nie udawało mi się zakwalifikować nawet do pierwszej dziesiątki, stąd tegoroczne zawody są już sporym sukcesem. Lecz w tym roku nie było się czego wstydzić, ja zajmuje piąte miejsce a Żaku zostaje wicemistrzem Polski! Wreszcie się udało ale by przejąć tron jeszcze daleka droga. 

Kończymy w dobrych humorach, udajemy się z krótką wizytą do chaty Bobrów a następnie odjeżdżamy w kierunku Sokolików, gdzie spędzamy następny dzień na wspinaczce klasycznej.
Wyniki zawodów dostępne są tutaj.

Zaprszamy do obejrzenia pełnej galerii zdjęć ze Speleomistrzostwa tutaj.




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.