KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Wyjazd kondycyjny SWL - Szklarska Poręba 11-13.12.2015

Autor: Piotr Mielnik

Wyjazd zaczyna się dla mnie sprintem z pracy do pociągu, by śpieszyć się na auto, którym dojadę do Wrocławia. Tam zabiera mnie wesoła ekipa w aucie kierowanym przez Ariela. Auto jak zawsze wypchane sprzętem pod dach, ale przynajmniej nie jest nudno. Około 23 dostajemy rozpaczliwy telefon o posiłki od Prezesa, więc skręcamy po drodze do sklepu. Przybywamy i jak to przy spotkaniu wyjazdowym, trafiamy na wieczorną integrację. Kończymy około 2, bo jak się dowiadujemy śniadanie jest dopiero o godzinie 9.

                Po pobudce szybkie, niezbyt obfite śniadanko, szybkie pakowanie i wymarsz w kierunku Hali Szrenickiej. Po drodze Jagoda ma drobne problemy z oddychaniem, więc na miejsce trafiamy około 11. Tam nasz Trener rozdaje nam mapy okolicy i zadanie, by osiągnąć pewne miejsca. Działać mamy w małych grupach, a osiągnięte cele dokumentować zdjęciem. Pełni entuzjazmu wyruszamy ku pierwszemu celowi – małej skałce koło górnej stacji wyciągu na Szrenicę. Ilość śniegu nie jest duża, ale daje się we znaki szczególnie Arielowi, który zabrał buty podejściowe.

IMG_7945 

Na miejsce dochodzimy niemal jedną dużą grupą, ale część zapomina o zadaniu i zrobieniu zdjęcia i wybiega dalej na szlak. Po telefonie wracają, pstrykamy zdjęcie i już w czteroosobowej grupie mkniemy dalej. Dojście na grań, krótka wizyta u źródła Łaby, kolejne zdjęcie i kierujemy się na Śnieżne Kotły. Pogoda kiepska, widoczność niska, mocny wiatr i mgła nie zachęcają. Koło Kotłów przejaśnia się, widoki robią się naprawdę przepiękne, miejsce mają sceny niczym w dobrych filmach o arktycznych wyprawach.

 Nad samymi kotłami wiszą już solidnie, grube i ciężkie nawisy. Zaczynamy zejście niebieskim szlakiem gdzie we znaki daje nam się śliskość naszej ścieżki, parę razy zaliczam glebę. Na rozdrożu pod Wielkim Szyszakiem rozdzielamy się ze spotkaną po drodze drugą ekipą i wyruszamy na poszukiwania trzeciego celu – Chatki pod Śmielcem. Nie wychodzi nam to najlepiej, błądzimy, mapa okazuje się nie precyzyjna, nasze GPS nie mają namiarów, trafiamy na bagna.

 

W trakcie poszukiwań spotykamy trzecią ekipę i działamy razem. Po godzinie bezowocnych poszukiwań decydujemy się na odwrót. Zmęczenie daje się we znaki większości. Wychodzi nieprzygotowanie Maćka, który nie zabrał jedzenia i męczy się bardziej, bo idzie na głodnego. „Ratujemy” go słodyczami, kanapkami i herbatką. Po drodze do schroniska mieliśmy minąć kolejny cel – Skałkę Mały Niedźwiadek, ale dochodzi do rozłożenia się ekipy na sporym odcinku, więc cel pomijamy.

Mamy spore opóźnienie, więc ciśniemy wprost do Schroniska pod Łabskim Szczytem i bez dłuższego zatrzymywania zaczynamy schodzić do ośrodka, gdzie od 17 ma czekać na nas obiad. Droga trwa dość długo i już przy świetle czołówek, sporo po czasie zaplanowanym, trafiamy do Szklarskiej. Włócząc nogami, bardzo głodni, trafiamy do naszego miejsca noclegu.

Obiad w znaczący sposób poprawia morale. Po obiedzie dzielimy się na ekipę zakupową i kąpiącą się. Ja wybieram się po niezbędne zapasy. Po powrocie i ogarnięciu się zaczyna się oficjalna część wieczoru. Ania Brycka, która zajmuje się psychologią sportu, a dodatkowo jest górskim biegaczem długodystansowym, robi nam krótki wykład na temat biegania. Dla niektórych jest sporo nowości, dla innych jest to przydatna powtórka już posiadanej wiedzy. Furorę robi książka o jedzeniu dla biegaczy. Następnie przechodzimy do wykładu o formowaniu, realizacji i planowaniu swoich celów sportowych( i niesportowych). Tu dokonujemy przykładowego wykonania drabiny celu dla Szymona. Na koniec dostajemy skoncentrowany wykład na temat stresu i radzenia sobie z nim u siebie, jak i u naszych górskich partnerów. Stanowi to zamknięcie części oficjalnej wieczoru.

W niedzielę wstaję za pięć dziewiąta i po szybkiej porannej toalecie udaję się na śniadanie. Po śniadaniu zaplanowany mamy bieg „górski”. Z uwagi na różny poziom prezentowany przez grupę, wybieramy w miarę płaską trasę drogą pod reglami. Po nieco ponad godzinie wracamy do ośrodka, gdzie rozciągamy się, kończąc tym samym trening. Ja i mała grupa oddzielamy się od reszty i po pożegnaniu (i obowiązkowym wspólnym zdjęciu) udajemy się w pobliskie skałki. Około godziny 16 wyruszamy w kierunku Wrocławia gdzie kończymy nasz wyjazd.

 




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.