KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Świętokrzyskie dziury 

12-15 sierpnia 2011
relacja: Szczęsna Aleksandra


  Pomysł na wyjazd pojawił się jeszcze podczas mojej pracy u naszych ulubionych zachodnich sąsiadów - Niemców. Poszperałam trochę w Internecie, znalazłam opisy i plany wielu jaskiń, wybrałam kilka, które moim zdaniem warto by było odwiedzić, zebrałam ludzi... i wkońcu nastał piątek 12.08.11.

 11:50, czekam na Bielanach na Adrzeja, z którym miałam jechać w dalszą drogę. Zaczęłam powoli wypakowywać wszytskie swoje rzeczy: 2 namioty, 2 spiwory, 2 karimaty, ciuchy, sprzęt, lina, jedzenie, woda, aparat... Mina Andrzeja, gdy to wszytsko ujrzał - bezcenna! Po zapakowaniu tej masy rzeczy, cały bagażnik był już zapełniony, a mieliśmy jeszcze z Częstochowy zabrać Justynkę... Po ciężkiej, pięciogodzinnej (sic!) podróży wkońcu dotarlismy pod dom Justyny. Kolejne 2h i trafiamy do Mariusza. Chwila odpoczynku, jedzonko, herbatka, zapakowanie rzeczy ostatniego uczestnika podróży i ruszamy na Skorocice. Nasz pierwszy cel: Jaskinia Skorocicka i Jaskinia u Ujścia Doliny. Po krótkim błądzeniu trafiamy do wsi Skorocice, gdzie zostawiamy nasze środki transportu i ruszamy w gląb Doliny Skorocickiej. Jest godzina 19. Wejście do Jaskini Skorocickiej jest mi i Mariuszowi znane, gdyż już wcześniej oboje tam byliśmy. W związku z tym zaczynamy od poszukiwania wejścia do drugiej jaskini, póki jest jeszcze jasno. 



Teren doliny jest starsznie zarośnięty, przez co nasze poszukiwania były utudnione. Zrezygnowani poszukiwaniami, dobici szybko uciekającym czasem i pojawiającym się księżycem, ruszyliśmy do drugiego celu.



Jaskinia Skorocicka jest bardzo ciekawą, poziomą, długą jaskinią z kilkoma odnogami, których oczywiście nie mogliśmy ominąć. Praktycznie przez całą jaskinię płynie Potok Skorocicki, którego pokonywanie sprawiało czasami niemałe trudności. W jednym z ciasnych, bocznych korytarzyków mogliśmy zaobserwować osady z siarki na ścianach. Skorocicka jest zupełnie inna od znanych mi jaskiń i tym mnie urzekła.

 

Gdy wyszliśmy, było już ciemno więc postanowiliśmy wracać. Przedzierając się przez różne kujące rośliny, trafiliśmy na kolejny otwór. Okazało się, że to poszukiwana przez nas wsześniej Jaskinia u Ujścia Doliny. Zmęczenie i późna pora kazała nam jednak odwiedzić ją innym razem. Dotarliśmy do samochodu, przebraliśmy się i pojechaliśmy szukać jakiegoś fajnego miejsca do rozbicia namiotów. Nasz wybór padł na świeżo skoszoną łąkę niedaleko drogi. Ustaliliśmy plan działania na następny dzień, zjedliśmy kolację i szybko poszliśmy spać. Następnego dnia nastał bunt w załodze i planowana pobudka o 7 zamieniła się na 9. Leniwie biwakowaliśmy sobie do 11 i wyruszyliśmy w stronę Aleksandrowa.

Nie mieliśmy pojęcia, gdzie znajduje się nasz następny cel. Mieliśmy jedynie nazwę miejscowości i plan dziury. Jadąc przez tą małą wioskę zatrzymaliśmy się przy jakimś domu. Zapytałam się mieszkającego tam bardzo miłego pana:

- "Słyszałam, że macie tu bardzo fajną jaskinię. Czy to prawda i czy wie Pan gdzie jest do niej wejście?"

-" Tak jest tutaj taka. Pójdziecie troszkę prosto i zaraz po prawej będzie."

-"Dziękuję, a czy możemy się u Pana na podwórku zatrzymać i przebrać?"

-"Pewnie"

Tak więc zrobiliśmy. Zatrzymaliśmy się koło starej szopy i zaczęliśmy przygotowania. Justyna dorwała ślicznego, młodego kotka i zamęczyła go głaskaniem prawie na śmierć.



  Ruszyliśmy na poszukiwanie wejścia... Okazało się, że leży ono dosłownie tuż za domem miłego pana, który stoi dokładnie nad jaskinią. Przed wejściem chwila dla reportera, obejrzenie planu i  wchodzimy do środka. Ja osobiście przeżyłam lekki szok ze wzgędu na straszny syf, który tam panował. Można było tam się natknąć na masę śmieci i szkła. Chodząc musieliśmy uważać, żeby  przypadkiem nie skaleczyć się np. o rozbity znicz. Poza tym, że jaskinia była brudna, była też bardzo błotnista, co widać po zdjęciu zrobionym zaraz po wyjściu. 

Według planu, jaskinia powinna posiadać jeszcze 5 otworów, jednak nie udało nam się dotrzeć do żadnego z nich. Przechodząc kawałek od wejścia, korytarz rozdzielał się na dwa. Pierwszy z nich, po przejściu kilunastu metrów okazał się być zalany, więc cofnęliśmy się do drugiego. Na jego początku znajdywało się małe bajorko i dalej korytarz robił się bardzo wąski. Jego przechodzenie było powodem największego błota na naszych ciuchach. Miejscami było tak wąsko i ciasno, że trzeba było trzymać "ryj w wodzie".

 

  Po wyjściu z jaskini i dotarciu do auta, miły Pan z domu przy którym staliśmy już się nie pojawił (mam nadzieję, że to nie nasze ciuchy go tak wystarszyły). Przebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę Chęcin, gdzie niedaleko znajdował się nasz kemping. Z trafieniem oczywiście były małe problemy, z którymi jednak w mig sobie poradziliśmy. Trafiliśmy na miejsce i rozbiliśmy namioty. Jeszcze tego samego dnia wieczorem postanowiliśmy zajrzeć do Jaskini Piekło pod Skibami. Jest to miejscowa atrakcja turystyczna przy której stoją drewniane diabły. Podobno od nazwy tej jaskini wzięła się nazwa najbardziej znanej w okolicy Jaskini Raj. Piekło jest malutkie (w sumie to powinno się nazywać "piekiełko"), jednak warte odwiedzenia go chociaż raz (Mario mówi, że więcej do niej nie pójdzie, chyba że... podłubać diabłom w nosach (sic!)). 

Następny dzień był bardzo ambitnie zaplanowany. Cel: Góra Miedzianka, na której wg starej mapy było kilanaście jaskiń i schronisk. Głównym obiektem naszego zainteresowania była Jaskinia w Sztolni Zofia. Miedzianka jest niewysoką górą, a wejście na nią jest niesamowicie przyjemne, choćby ze względu na okoliczne widoki.

Na poczatku trafiliśmy na dziurę, którą po zwiadzie Andrzeja i profesjonalnym "obczajeniu" mapy uznaliśmy za jedno ze schronisk. W związku z tym okazało się, że po drodze omineliśmy dwie jakinie. W czasie, gdy Andrzej wyruszył na jej poszukiwania, a Mario z Justyną bawili się aparatem, ja próbowałam ustalić gdzie iść dalej...

 
 

W końcu pojawił się miły starszy Pan, który opowiedział nam conieco o górze i okolicy oraz pokazał wejście do szukanej przez nas jaskini.

Jaskinia w Sztolnii Zofia na Miedziance była to nasza pierwszą dziurą, w której mieliśmy użyć lin. Pierwsza część jaskini jest naturalna, a za nią zaczynaja się część górnicza. Bardzo ciekawe były napisy na ścianach, które nie zostały jednak do końca przez nas rozszyfrowane. Zaraz za nimi znajdywała się pochylnia, po której można było wejść do wyższych partii jaskini. Na pierwszy ogień poszedł Mariusz. Kamienie leciały za nim tak szybko, że nie nadążał mówić "uwaga kamień". Wchodzenie było proste, gorzej z zejściem. Schodząc ciągle miałam wrażenie, że zaraz mój tyłek poleci w dół całkiem spory kawałek. Na szczęście jakoś udało nam się wszytskim zejść spowrotem w to samo miejsce. Ruszyliśmy dalej, na poszukiwania ok 40metrowego szybu, na którego dnie miało się znajdywać małe jeziorko. W międzyczasie spotkaliśmy grupę miejscowych grotołazów, którzy również zmierzali w tym kierunku. Gdy dotarliśmy do szybu od razu zabraliśmy się (a właściwie nasz specjalista od montowania lin - Mario) za wieszanie sznurka. Justyna i Andrzej w tym czasie mieli zwiedzić resztę jaskini. Do szybu najpierw wszedł Mario, potem ja. Weszliśmy, wyszliśmy i już czekali na nas nasi towarzysze. Wymiana i teraz my poszliśmy zobaczyć pozostałe partie jaskini.

 





Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.