KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Story by Ola Mańka...

Jak się wszystko zaczęło? Zupełnie tak jak większość pozytywnych rzeczy w życiu – przypadkiem. Na początku 2. roku studiów nadszedł ten czas, kiedy trzeba było zapisać się na zajęcia sportowe. Z długiej listy wybrałam tennis. Stojąc z laptopem w długiej kolejce do zapisów patrzyłam jak ilość wolnych miejsc maleje, aż w końcu ich brakło. Na WF trzeba było się jednak zapisać, bo to aż jeden cenny punkt ECTS! W ostatnim dniu zapisów wybór był już bardzo ograniczony, a najciekawsza wydawała się Wspinaczka Linowa.

Na pierwsze zajęcia poszłam bez większego przekonania, nie wiedząc czego się spodziewać. Już po pierwszej godzinie bardzo mi się spodobało. Do końca semestru nie opuściłam ani jednych zajęć. Na jednym z ostatnich spotkań Pan Kazio powiedział, że chętni będą mogli pojechać w kwietniu do „tych prawdziwych jaskiń”. Bardzo spodobała mi się ta perspektywa...

O wyjeździe, który miał się odbyć w piątek, dowiedziałam się w czwartek późnym wieczorem. Rano zadzwoniłam do Pana Kazia, aby dowiedzieć się, czy można się przyłączyć do wyjazdu i gdzie dokładnie jedziemy. Dostałam numery kilku osób, które jadą samochodami.

Z Kamilem i resztą ekipy (Magdą,Olą i Gosią) umówiliśmy się na wyjazd z Wrocławia ok. 18. Nie miałam wiele czasu, więc szybko pobiegłam na pociąg i pojechałam do domu, aby zabrać namiot i resztę najpotrzebniejszych rzeczy.

Wyjechaliśmy troszkę później niż było to planowane. Gdy dojechaliśmy na miejsce było tam już dość sporo osób. Rozłożyliśmy namioty i poszliśmy zagrzać się przy ognisku. Wieczorem było bardzo zimno, aż nie chciało mi się myśleć o odejściu od ogniska i pójściu kilka metrów dalej, gdzie stał mój namiot.

Następnego dnia wyjście zaplanowane było na 8 rano. Wstałam jak zawsze za późno, szybkie śniadanie i w drogę. Zabrałam ze sobą same najpotrzebniejsze rzeczy, czyli... aparat fotograficzny, ponieważ nic więcej nie zdążyłam spakować.

Po 30min spacerze przez las dotarliśmy do ogrodzonej dziury w ziemi, przy której wisiały już liny. Szybko dowiedzieliśmy się, że owa dziura to najgłębsza jaskinia Wyżyny Krakowsko – Wieluńskiej.

Część osób zjechała na dół, a ja wraz z niewielką grupą osób zeszłam kilka metrów niżej do Jaskini Krowiej.

Gdy wróciliśmy pod otwór wejściowy Studniska już czekał tam na nas sprzęt. Chwilę później zaczęliśmy kolejno zjeżdżać na dół.

Otwór wejściowy jest niewielką dziurą, o średnicy około 1,5m, więc to co zobaczyłam po ok 3m zjazdu zrobiło na mnie spore wrażenie. Komora wejściowa jest ogromną salą o wysokości niespełna 30m. W oddali widać było światła czołówek osób, znajdujących się na dnie sali.

Gdy wszyscy spotkaliśmy się już na dole, ruszyliśmy dalej wąskim korytarzem prowadzącym lekko w dół. Co kawałek była niewielkich rozmiarów salka, gdzie mogliśmy mijać się z osobami zmierzającymi ku wyjściu.

Na samo dno jaskini nie zeszliśmy, ponieważ było dość późno. Po niedługim odpoczynku zaczęliśmy wracać. Ku mojemu zdziwieniu bardzo szybko znaleźliśmy się w punkcie wyjścia – Komorze Wejściowej. Ostatnie spojrzenie na tę piękną salę, w której widać było bardzo malutki z tej perspektywy otwór wejściowy i nadszedł czas na najmniej przyjemny moment – wdrapanie się na górę.

Następnym celem była Jaskinia Olsztyńska. Po kolejnym niespełna półgodzinnym spacerze przez las stanęliśmy nad następną ogrodzoną dziurą. Pan Kazio wytłumaczył nam, że to jest otwór jaskini Awen Wszystkich Świętych, a żeby się tu dostać, wejdziemy do nieopodal znajdującej się Jaskini Olsztyńskiej i przeczołgamy się przez wąski tunel, na końcu którego będzie 'zacisk', który należy pokonać czołgając się na plecach z lewą ręką podniesioną do góry. Niewielki otwór, w który mięliśmy wejść nie wyglądał zbyt zachęcająco, ale w końcu nie przyjechaliśmy tu poi to, żeby połazić po lesie, a po jaskiniach.

Przeczołgaliśmy się przez ten wąski korytarzyk do niewielkiej salki, później do następnej, aż w końcu przyszła pora na ostatni 'zacisk', który jak się okazało nie sprawił żadnego problemu i chwilę później byliśmy już w Awenie. Rezygnując z trawersu na Most Herberta wyszliśmy na powierzchnię.

Następną planowaną jaskinią była Jaskinia Koralowa, do której nie chciało mi się już wchodzić :) Szybko wróciłam na nasz camping, gdzie paliło się ognisko. Wieczór był bardzo zimny, z chwili na chwilę robiło się coraz gorzej.

Następnego dnia nareszcie można było się wyspać. W planach nie było już żadnychy jaskiń, więc spakowaliśmy się i wróciliśmy do Wrocławia.






Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.