KSPWr Politechnika Wrocławska

Language

Dear English-speaking colleagues,

Our webpage is maintained generally in polish but we make every effort to ensure that at least some content will be available in English. If You are interested in some content which is currently without translation please let us know.

Regards,
Members of Speleology Club Wroclaw University of Technology

Moravský Kras - maj 2016

W tym roku, aby wybrać się na Morawy, ponownie zrezygnowaliśmy z udziału w Juwenaliach. Wczesnym rankiem, w wolny czwartek 12 maja, wyruszyliśmy w długą podróż do znanego nam już miasteczka Sloup i pobliskich jaskiń.  Punktem zbiórki był parking przy Biedronce znajdującej się zaraz za miastem. Po zrobieniu ostatnich zapasów sformowaliśmy długą kolumnę samochodów, która jakimś cudem dotarła na miejsce bez rozluźniania szyku.  

Przyjechaliśmy na miejsce niestety nieco spóźnieni. Całe szczęście nie odebrało nam to możliwości odbycia pierwszego z zaplanowanych wejść pod ziemię. Miało to miejsce w Jaskini Punkvy, przy Przepaści Macocha. Piękno tego miejsca wywarło na nas ogromne wrażenie:  pięknie oświetlone nacieki, niezwykły klimat na dole przepaści, wyjście z jaskini poprzez spływ łódką po rzece Punkvie.

Długi pobyt pod ziemią pobudził nasz apetyt, więc po zwiedzaniu od razu udaliśmy się na późny obiad. Poszukiwania miejsca trwały długo, gdyż większość o tej porze niestety nie serwowała już jedzenie. Szczęśliwie nasze poszukiwania zakończyły się sukcesem  i wszyscy mogliśmy napełnić brzuchy smażonym serem z frytkami i Kofolą.  Była to chyba jedyna potrawa w menu, której nazwę byli w stanie odczytać, wymówić i zrozumieć wszyscy, nie tylko Adaś,  którego chyba zamęczylibyśmy na śmierć próbując zamówić coś innego. Resztę popołudnia i wieczór spędziliśmy wspólnie przy ognisku, które zdołaliśmy rozpalić pomimo przelotnych opadów deszczu.

Kolejny dzień upłynął nam na zwiedzaniu jaskiń: Sloupsko-sosuvskej i Katerinskiej. Dużo czasu spędziliśmy w pobliskim muzeum interaktywnym, gdzie poznawaliśmy rejon jaskiń oglądając filmy, zdjęcia, a także mogliśmy grać w różne gry. Całe szczęście informacje były tam nie tylko po czesku. Po południu (i obiedzie) część z nas relaksowała się w pobliżu domków noclegowych, a część wyruszyła na wyprawę do domku zaprzyjaźnionych z Adamem czeskich grotołazów. Było to nietypowe, bardzo dobrze urządzone miejsce, w którym nie brakowało niczego nie brakowało do wygodnego noclegu bądź wyruszenia na wyprawę. Mieliśmy nadzieję na to, że popołudniami uda nam się zmierzyć z czeskimi wapieniami, ale pogoda zdecydowanie nie sprzyjała wspinaczce. Deszcz padał raz dłużej, raz krócej, ale skała cały czas pozostawała mokra i śliska.

Sobotnie przedpołudnie spędziliśmy w turystycznej jaskini Vypustek, zaś pod wieczór nadszedł długo wyczekiwany moment zejścia pod ziemię do miejsca, do którego nie wszyscy mają dostęp, i w którym gwarantowane jest ubrudzenie całego kombinezonu. Jak i rok temu, pod przewodnictwem czeskich grotołazów, zwiedziliśmy odległe partie Byci Skaly.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy Czesi odkopali (a właściwie wypłukali) nowe korytarze, więc  nasza wędrówka była dłuższa niż poprzednio, i wiodła inną trasą. Pokonywaliśmy miejsca, w którym jedynym sposobem na przemieszczanie było pełzanie, drabiny, wielkie sale. Urządziliśmy bitwę na glinę w miejscu, gdzie pochłaniała ona nogi po kolana, a niektórym zabrała buty i musieliśmy walczyć o ich odzyskanie. Na koniec przyszedł czas na najbardziej emocjonujący moment – przeprawę przez odcinek wypełniony wodą sięgającą wszystkim powyżej pasa. Brrr… Od razu po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia i wyjściu z jaskini wymieniliśmy przemoczone ubrania na suche, nie zważając na brak przebieralni. 

Spędziliśmy w tej jaskini naprawdę dużo czasu, a opuściliśmy ją już po zmroku.  Jednak zmęczeniu i walce z brudem nie udało się nas pokonać i tego wieczoru znów zgromadziliśmy się przy ognisku. Tym razem odwiedzili nas Czesi.

Ostatni dzień naszej wyprawy także był bardzo intensywny.  Rozpoczęliśmy go na spokojnie, zwiedzając przepiękną jaskinię Balcarka. Na wielu wywarła ona największe wrażenie.  Później przyszedł czas na założenie kombinezonów, czego nie wszyscy się podjęli, ze względu na przemoczenie. Mają czego żałować! Zeszliśmy po drabinie szybem przypominającym studnie, a następnie kominem jaskini na jej dno.  Tam czekało nas długie zwiedzanie potężnych sal.

Nacieki były tu nie tak liczne jak w jaskiniach turystycznych, ale także przepiękne. Cały czas doświadczaliśmy tego, jak przepięknie niesie się dźwięk w podziemnych potężnych przestrzeniach. Dotarliśmy do miejsca, gdzie zaczynał się syfon łączący tę jaskinię ze Sloupsko-sosuvską, po czym zawróciliśmy. Wspinaczka po 60m żelaznej drabinie zajęła nam sporo czasu, a tym razem nie zmokliśmy, więc nie śpieszyliśmy się bardzo.

Po wydostaniu się z jaskini cała nasza ekipa zebrała się w jednym miejscu, aby pożegnać się przed odjazdem. Ci, którzy nie byli w jaskini, odjechali od razu, a pozostali podsumowali jeszcze wyjazd przy kolejnych porcjach smażonego sera.  Wróciliśmy do wróciliśmy odpowiednio późno, bardzo zadowoleni z wyjazdu. Dostarczył nam on wielu wrażeń i podobał się wszystkim – zarówno tym, którzy odwiedzali Moravski Kras i jego jaskinie już po raz kolejny, jak i tym, którzy nigdy wcześniej tu nie byli.




Powered by Joomla!®. Designed by: joomla 1.6 templates web hosting Valid XHTML and CSS.